ostre słowa nie zrażają zwolenników uznania Jezusa Chrystusa królem Polski. Sławomir Andrzej Zakrzewski, lider Ruchu Suwerenność Narodu Polskiego, wyjaśnia w rozmowie z Wirtualną Polską, dlaczego intronizacja Chrystusa Króla mogła uchronić Polskę przed II wojną światową, a obecnie - przed globalną zagładą. Twierdzi też, że katastrofa smoleńska to rodzaj kary za podpisanie traktatu lizbońskiego, który oddał Polaków pod rządy bezbożników i uczynił ich niewolnikami we własnym kraju.
W weekend ulicami centrum Warszawy przeszedł Marsz dla Jezusa Chrystusa Króla Polski. Kilkuset uczestników pochodu, z których wielu miało na sobie długie, czerwone peleryny ze znakiem krzyża i wizerunkiem Chrystusa śpiewało m.in. "Rotę", "Boże coś Polskę" i modliło się odmawiając Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Manifestacja zakończyła się mszą św. w archikatedrze św. Jana. Organizatorem Marszu był Ruch Suwerenności Narodu Polskiego. Warszawska Kuria Metropolitalna oficjalnie odcięła się od tej inicjatywy.
W 2006 r. o to, by sejm nadał Jezusowi tytuł Króla Polski starał się poseł Artur Górski z PiS, były redaktor naczelny "Naszego Dziennika". Pod projektem uchwały w tej sprawie podpisało się wówczas 46 posłów z PiS, LPR i PSL. Górski mówił wtedy w sejmie: - Dziś ojczyzna nasza jest w najwyższej potrzebie, by na duchowym tronie Polski zasiadł Król Królów i Pan Panujących. Inicjatywa szybko upadła.
Joanna Stanisławska: Po co ustanawiać Jezusa królem Polski? Przecież dla katolików i tak nim jest - został nawet ogłoszony królem wszechświata.
Sławomir Andrzej Zakrzewski: Nasza inicjatywa jest oddolna, niezwiązana z władzami kościelnymi. Opieramy się na świadectwach Służebnicy Bożej Rozalii Celakówny, kandydatki na ołtarze, która doznawała objawień Jezusa Chrystusa. W wizjach domagał się od niej, by wpłynęła na władze państwowe w celu przeprowadzenia intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski.
Czy to wiarygodne wizje? Kim była Rozalia Celakówna?
- Celakówna była pielęgniarką, opiekowała się z prostytutkami cierpiącymi na choroby weneryczne. Służyła kobietom upadłym, żadnej nie pozwoliła umrzeć bez pojednania z Bogiem. W swoim życiu i posłudze podobna była do św. siostry Faustyny Kowalskiej. Za wstawiennictwem Celakówny doszło do wielu cudownych uzdrowień.
Jej proces beatyfikacyjny, który rozpoczął się w 1996 r. w Krakowie, zakończono na szczeblu diecezjalnym, a dokumenty przesłano do Watykanu. Upominamy się o jego przyspieszenie, bo został zahamowany przez jezuitów w Krakowie. W 1938 r. prymas August Hlond wyznaczył specjalną komisję, która potwierdziła, że jej objawienia nie są sprzeczne z doktryną katolicką. W związku z pracami komisji Celakówna poddała się dwukrotnie badaniom psychiatrycznym. Niestety prymas Hlond wahał się w tej sprawie i wypełniły się słowa Pana Jezusa, który ostrzegał Polskę przed katastrofą, wielką tragedią narodową i doszło do II wojny światowej. Wierzymy, że gdyby doszło do nawrócenia sanacyjnych władz, Polska nie musiałaby ponosić takich ofiar.
tu caly artykul
http://wiadomosci.wp.pl/kat,48996,title,Katastrofa-w-Smolensku-to-znak-Bozy,wid,12692284,wiadomosc.html?ticaid=1af02