Mechanizm był prosty. Po czwartkowym treningu jeden z chłopaków, który był takim "drużynowym księgowym" zbierał od wszystkich kasę. Starzy dawali po 500, 600 złotych, młodzi dwa razy mniej - opowiada proszący o zachowanie anonimowości, jeden z zawodników Korony, który występował w niej, gdy ta grała w III lidze.
- Potem pieniądze trafiały do trenera Dariusza Wdowczyka. On załatwiał resztę. Jeśli jakiś zawodnik nie posiadał funduszy, opłatę za niego uiszczał Wdowczyk, oczywiście po kilku dniach odbierając dług.
- Mam ogromnego kaca moralnego - twierdzi rozmówca Przeglądu Sportowego". - Teraz na pewno nie dałbym się wplątać w takie przekręty. Najbardziej szkoda mi trzech osób: pana Krzysztofa Klickiego, prezesa Wiesława Tkaczuka i kierownika drużyny Pawła W. (zatrzymany przez CBA 27 marca). Dwaj pierwsi nie mieli pojęcia o całym procederze. Używając terminologii wojskowej, rzekłbym, że kierownik W. był w tym wszystkim szeregowym, a Wdowczyk generałem.