Taki kawałek analizy:
"Dziś w Polsce podatek dochodowy faktycznie płacony przez osoby fizyczne wynosi średnio 16%. Aż 94% Polaków jest w pierwszej grupie podatkowej. Tu stawka wynosi 19%, ale w rzeczywistości, dzięki ulgom i kwocie wolnej, płacą oni 13,5%. W drugiej grupie - stawka 30% - jest 5% Polaków, płacących naprawdę 20%. Wreszcie 1% najbogatszych, którzy weszli w trzeci próg (40%), płaci tylko 30-procentowy podatek. Ludzie z drugiej grupy podatkowej płacą podatek dochodowy kosztem wydatków konsumpcyjnych i kosztem oszczędności. 1% najbogatszych - tylko z oszczędności, bo konieczność zapłacenia podatku w żaden sposób nie uszczupla zaspokojenia ich potrzeb konsumpcyjnych. Natomiast biedniejsi płacą wyłącznie kosztem konsumpcji. Gdy więc przesuwa się obciążenie podatkowe na biedniejszych, spada ich siła nabywcza. Ograniczenie siły nabywczej 94% społeczeństwa zaszkodzi gospodarce.
Ten najbogatszy 1% obywateli przynosi do budżetu piątą część wszystkich wpływów podatkowych z tytułu PIT. Gdyby został wprowadzony podatek liniowy w wysokości 20% od dochodu - a faktycznie ok. 17% po uwzględnieniu kwoty wolnej - to obciążenie podatkowe zostanie przesunięte na barki 94% mniej zamożnych Polaków. Oznaczałoby to zwiększenie podatku o 2 punkty procentowe - czyli zamiast 13,5% jak dziś, płaciliby 15,5%. To niby niewiele więcej, ale będzie to dla nich wzrost średnio aż o 15%, co ludzie słabo zarabiający z pewnością odczują (niektórzy, np. ci, którzy z powodu zwiększenia kwoty wolnej w ogóle nie będą płacić PIT, może skorzystają, inni jednak zapłacą jeszcze więcej).
Jeśli mówimy o sprawiedliwości, to mówmy o całkowitym obciążeniu obywatela daniną na rzecz państwa. Całkowita danina składa się, z grubsza biorąc, z dwóch podatków - pośredniego VAT oraz dochodowego. Podatek pośredni jest degresywny, bo działa wtedy jedno z podstawowych praw ekonomicznych - prawo malejącej stopy konsumpcji wraz ze wzrostem dochodu. Czyli im kto bogatszy, tym mniejszą część swych dochodów wydaje na cele konsumpcyjne, większą zaś akumuluje, pomnażając majątek. Jeśli ktoś zarabia 2 tys. zł miesięcznie, to praktycznie całość dochodu przeznacza na konsumpcję. Jego danina na rzecz państwa poprzez VAT od wydatków konsumpcyjnych wynosi średnio ok. 11% zarobków. Ktoś, kto zarabia 100 tys. zł miesięcznie i wydaje na konsumpcję nawet 20 tys. zł, płaci zaś daninę w postaci VAT wynoszącą niewiele ponad 2% swych zarobków. Progresywny podatek dochodowy z wyższą stawką dla bogatszych pozwala więc częściowo zniwelować degresywny charakter VAT. Jeśli zatem patrzymy na łączne opodatkowanie obywatela - a tylko tak trzeba patrzeć - niesprawiedliwy jest podatek liniowy, sprawiedliwa jest zaś progresja. Dlatego - powtarzam - dochody najbogatszych powinny być opodatkowane wyżej niż biedniejszych.
Dochód ludzi płacących w Polsce stawkę 40%, w Europie Zachodniej jest w ogóle wolny od podatku albo wchodzi w najniższą stawkę."
Prof. Jerzy Żyżyński pracuje w Katedrze Gospodarki Narodowej na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się polityką fiskalną i gospodarczą, bankowością, teorią podatków. Wywiad ukazał się w tygodniku "Przegląd".
jurij77 napisał(a):kurwa a jak wygąda 68% nazego społeczeństwa? Renciści, nieroby, stypendyści państwowi i lewary...

W "nie" jest taka rubryka "przypadkowe społeczeństwo" - oczywiście znacznie lepiej było by, gdyby 100% naszego społeczeństwa to byli kreatywni samce i samice alfa w wieku produkcyjnym, aczkolwiek tego zrobić się nie da. No chyba, żeby wysłać rencistów, studentów, lewarów, emerytów i pracowników budżetówki na Madagaskar, a na ich miejsce importować wyżej wspomnianych przedsiębiorczych z Estonii albo USA...
"Punrock je najkrajšia hudba na svete,najkrajšie dievčatá sú punkerky,najmúdrejšie texty sú punkové.Najkrajšie oblečenie je punkové a najlepšie pivo je to ktoré vypiješ vo svojej punkovej partii!" Koňyk/Zona A