
Rok 1917, pierwsza wojna światowa. Po zażartej walce, brytyjska kompania Y zostaje odcięta od swojego regimentu. Podczas mglistej nocy żołnierzom udaje się dotrzeć do okopu. Pojmany Niemiec informuje, że dookoła czai się zło i radzi czym prędzej odejść. Jednak brytyjczycy nie słuchają i zabierają się do fortyfikowania w nadziei nadejścia posiłków.
Jednym z głównych powodów, dla których zainteresowałem się tym filmem, było osadzenie fabuły w realiach pierwszej wojny światowej. Wydawało mi się to pewnym powiewem świeżości. Horror w okopach? To mogło być interesujące.
Fabuła została w zarysie przedstawiona nieco wyżej. Aby nie zdradzać szczegółów wspomnę tylko, że film posiada zaskakujące zakończenie, które sprawia, że cała opowiedziana historia nabiera zupełnie nowego wymiaru!
Reżyser wykonał kawał naprawdę dobrej roboty! Nieustanny deszcz, błoto i klaustrofobiczny okop budują niesamowitą atmosferę. Z jednej strony Deathwatch ukazuje życie w okopach, czym one naprawdę były. Wraz z brudem, smrodem i wszechobecnymi szczurami. Z drugiej zaś, to niebanalny horror, który wysuwa się ponad przeciętność. Zdaję sobię sprawę, że to na pewno film nie dla wszystkich, niemniej uważam, że warto go obejrzeć.