W PZPN powstaje grupa, która chce, by selekcjoner reprezentacji Polski sam zrezygnował. We wtorek Leo Beenhakker zamknął się w ponurym hotelu, który jeszcze kilka dni temu tętnił życiem, i nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. Był przybity, zrezygnowany, słaby. Jego deklaracja ("Jestem gotowy odejść") nie tylko nie zdziwiła niektórych działaczy PZPN, ale wręcz ich ucieszyła.
Jak bowiem udało się dowiedzieć „Przeglądowi Sportowemu”, w polskim związku powstaje bardzo silne skrzydło, które głośno domaga się jeśli nie ustąpienia selekcjonera, to przynajmniej radykalnych zmian w sztabie kadry i sposobie jej prowadzenia.
Na czoło "reformatorów" wysunęli się Grzegorz Lato i Włodzimierz Smolarek. Można nie traktować zupełnie poważnie kompetencji pana Grzegorza, ale faktem jest, że nasz były król strzelców będzie kandydować na prezesa PZPN. A to czyni go bardzo poważną postacią w tej grze. Smolarek senior jest natomiast jego zwolennikiem. Podczas pobytu w Austrii obaj doszli do wniosku, że nie wyszliśmy z grupy przez autorytarne rządy Beenhakkera.
Za co działacze obwiniają Beenhakkara? Za to między innymi, że otacza się rodakami lekceważąc Polaków. Smolarek zarzuca Beenhakkerowi także między innymi nieodpowiednią selekcję ("jak można nie powołać na Euro rasowego napastnika!"), a Lato - bezczelność i niewdzięczność (chociaż nie powiedział tego wprost).
Po meczu Polski z Chorwacją do Laty i Smolarka szybko dołączyli inni. W obozie "reformatorów" naprawdę wrze. Zawód oraz chęć zemsty i zmian są ogromne. Co to ma oznaczać? Zwolnienie Beenhakkera nie wchodzi w rachubę.
PZPN wbrew pozorom nadal liczy się z wolą ludu. Najlepiej dla niektórych działaczy byłoby, gdyby Holender sam poprosił o zwolnienie - wtedy zrobiono by z niego kogoś na kształt koordynatora ds. szkolenia młodzieży.
Więcej w "Przeglądzie Sportowym"